• Klub Piłkarski Legia Warszawa
    www.legia.com

    Oficjalna strona klubu piłkarskiego Legia Warszawa

  • Aktualności
  • Puchar Polski: Z Chrobrym Głogów 5 grudnia


    Departament Rozgrywek Krajowych PZPN wyznaczył terminy meczów 1/8 finału Pucharu Polski. Legia Warszawa zmierzy się w Głogowie z I-ligowym Chrobrym w środę, 5 grudnia.

    Wszystkie mecze 1/8 finału Pucharu Polski:

     

    4 grudnia (wtorek): 

     

    Puszcza Niepołomice - Wisła Płock 

    Śląsk Wrocław - Miedź Legnica 

    Arka Gdynia - Jagiellonia Białystok 

     

    5 grudnia (środa): 

     

    Wisła Sandomierz - Odra Opole 

    Bruk-Bet Termalica Nieciecza - Lechia Gdańsk 

    Chrobry Głogów - Legia Warszawa 

     

    6 grudnia (czwartek): 

     

    Rozwój Katowice - Górnik Zabrze 

    Wigry Suwałki - Raków Częstochowa


  • Zwiedzam Legią z... Michałem Kucharczykiem


    W piątek, 16 listopada o godz. 17:30, kontynuujemy cykl ''Zwiedzam Legię z...''. Kolejna wycieczka, to okazja do spotkania z Michałem Kucharczykiem – pięciokrotnym Mistrzem Polski oraz sześciokrotnym zdobywcą Pucharu Polski z Legią Warszawa.

    Wycieczka rozpocznie się przed recepcją klubu od ul. Łazienkowskiej. Podczas zwiedzania z przewodnikiem, kibice odwiedzą najciekawsze miejsca stadionu (m.in. strefę sportową, strefę biznesową, miejsca pracy dziennikarzy), a przewodnik opowie o sukcesach Legii i historii stadionu. Całość uatrakcyjni specjalne spotkanie w sali konferencyjnej, podczas którego będzie można porozmawiać z Michałem Kucharczykiem, zrobić zdjęcie i zdobyć autograf.


    Michał jest w Legii od sezonu 2009/2010. Zdobył z naszym klubem 5 Mistrzostw Polski oraz 6 Pucharów Polski. Zna wiele historii o klubie, był uczestnikiem niezliczonej ilości meczów, w tym tych najważniejszych, jak boje w Lidze Mistrzów w roku 2016.

     

    Czas trwania wycieczki: ok. 100-120 minut Ceny biletów: ulgowy: 29 zł normalny: 39 zł Maksymalna liczba uczestników: 40 osób

     

    Bilety w sprzedaży wyłącznie w sklepie internetowym Legii: KUP BILET.

     

    Do poczytania:

    Legia to mój drugi dom


    Regulamin wycieczek dostępny jest tutaj:

     

     

     

     

     

     


  • Tadeusz Pytelewski - Skazany nr 0004


    Kolejnym bohaterem kultowego cyklu pt. ''Skazani na Legię'', który niegdyś ukazywał się na łamach Tygodnika Kibiców ''Nasza Legia'', jest warszawiak Tadeusz Pytelewski. Swoją przygodę z Łazienkowską rozpoczął na początku lat 70., a dziś w rozmowie z Maćkiem Dobrowolskim opowiada nam o swojej pasji, która stała się miłością życia.

     

     

    Na początek derby

    Pierwszy raz pojawiłem się na Legii dzięki kolegom z dzielnicy. Zarówno na mojej ulicy - Batalionu Parasol, jak i całej Woli praktycznie większość starszych kolegów kibicowała Wojskowym. Był 1973 rok, ja byłem gówniarzem, a Legia grała z Gwardią Warszawa. Dzisiaj wynik tego meczu musiałem sobie przypominać, bo chyba jak w podobnych historiach dotyczących debiutów, nie to było najważniejsze. Pełen stadion, na który wcześniej trzeba było się jakimś sposobem dostać, śpiewy kibiców, wielkie nazwiska na murawie i możliwość uczestniczenia w tym wszystkim „na żywo”, zdecydowanie przyćmiło bezbramkowy remis, jakim zakończył się tamten mecz.

     

     

    Powtórka z wolnego...

    Dalej wszystko potoczyło się znanym torem. Z każdą wizytą przy Łazienkowskiej coraz bardziej się wkręcałem. Z Woli jeździła wtedy bardzo liczna grupa kibiców. Autobus linii 159, który wyruszał z ulicy Jana Olbrachta, a dalej przez Redutową i Wolską w okolicę stadionu, zawsze dojeżdżał wypełniony do granic możliwości. Wiadomo, za małolackich czasów zazwyczaj nie miało się pieniędzy, albo dysponowało się niewielkimi sumami, czyli prawie zawsze trzeba było kombinować jakoś z wejściem. Jeżeli nie udało się wcześniej zarobić, przykładowo oddając butelki do skupu, albo w jakiś inny sposób, to trzeba było sobie radzić, a patentów było tyle ilu małolatów, którzy wchodzili „za free”. „Żyleta” to był tylko środkowy sektor stadionu i żeby dostać się na niego, trzeba było nie tylko być dużo wcześniej, ale i mieć starszych znajomych. Często zajmowało się miejsca na sektorach sąsiadujących z „Żyletą”, na których też panował niesamowity ścisk. Oczywiście Kaziu Deyna to był idol większości z nas. Do dziś jednym z meczów, który najbardziej utkwił mi w pamięci, było spotkanie z Pogonią Szczecin. Deyna zdobył wtedy bramkę z rzutu wolnego, ale sędzia nakazał powtórzenie. Wtedy „Kaka” ponownie ustawił sobie piłkę w tym samym miejscu i znowu strzelił gola. Legia zremisowała wtedy 2:2, jednak to było wydarzenie, które wspominam do dziś.

     

     

    Przejazdem w Lubinie

    Pierwszy raz mecz wyjazdowy oglądałem trochę przez przypadek. Jeździłem wtedy po całej Polsce i tak się złożyło, że w dniu, w którym Legia grała z Zagłębiem, byłem akurat w Lubinie. Nie siedziałem wtedy z kibicami Legii, dlatego nie traktuję tego jak prawdziwego wyjazdu. W tamtych czasach byłem kierowcą tira i jeżdżenie po Polsce oraz Europie zazwyczaj niestety kolidowało z wyjazdami. Naprawdę przez wiele lata praca zajmowała mi większość czasu, a o tym, ile tej pracy było, świadczyć może fakt, że przejechałem dobrze ponad cztery miliony kilometrów.

     

     

    Najlepiej w pucharach

    Na dobre zacząłem od wyjazdu do Kopenhagi, gdzie zresztą też przez różne okoliczności opuściłem sektor po kilku minutach. To były czasy konfliktu kibiców z ITI. Niemniej nie myślałem, że pierwsza zagraniczna eskapada zakończy się dla mnie pod bramami stadionu. W żaden sposób nie zniechęciło mnie to do dalszych podróży. Uwielbiam zagraniczne mecze w pucharach. Mogę się pochwalić, że od wspomnianej wyprawy do Danii, opuściłem tylko cztery takie wyjazdy. Praktycznie wszystkie wiążą się z niezapomnianymi przygodami, innymi niż przy okazji meczów na polskich stadionach. Szczególnie wspominam wyjazdy do Izraela, Szkocji czy Moskwy. Pierwszy z nich głównie przez pewnego rodzaju egzotykę. Na sektorze było nas wówczas niewielu, mecz też nie należał do wybitnych, ale razem ze znajomymi tak sobie zaplanowaliśmy podróż, żeby połączyć to ze zwiedzaniem. Kraj okazał się jednym z droższych, który odwiedziłem, ale mecz Legii plus kilkudniowe zwiedzanie zapamiętam na długo.

     

     

    Niezapomniana Moskwa

    Huśtawka nastrojów towarzyszyła wyprawie do Szkocji na mecz z Celtikiem. Pojechaliśmy tam samochodem, a ja jak wsiadłem za kierownicę, to pierwszy postój, poza przerwami na tankowanie oraz prom, zrobiłem dwa tysiące kilometrów od Warszawy - w Newcastle. Pod względem sportowym Legia była o niebo lepsza i pewnie wygrała 2:0. Jeszcze wracając cieszyliśmy się i snuliśmy plany, gdzie będzie najfajniej pojechać na Ligę Mistrzów UEFA. Pamiętam, że jak następnego dnia po meczu prowadząc samochód odebrałem telefon od Bosmana i usłyszałem, że prawie na pewno będzie walkower dla Szkotów, to myślałem że sobie ze mnie żartuje. Jak wiadomo nie był to żart, tylko „sprawiedliwość” widziana oczami UEFA. Trzecim niezapomnianym wyjazdem była wyprawa do Moskwy, na rewanżowy mecz ze Spartakiem. Z różnych przyczyn wielu kibiców Legii nie dotarło do celu. Na sektorze było ok. 80 legionistów. Zaczepiła mnie wtedy dziennikarka Polsatu i zapytała czy awansujemy. Pomimo tego, że przegrywaliśmy 0:2, cały czas miałem przeczucie, że będziemy się na końcu cieszyć. I tak się stało, a ja ten mecz uważam za jeden z najlepszych w jakich miałem okazję uczestniczyć. Marzy mi się pojechać na jakiś oficjalny mecz na inny kontynent. Wiadomo, że jedyna taka opcja, to jakiś puchar Interkontynentalny, ale to chyba pozostanie w sferze marzeń.

     

     

     

     

     

     

     


  • Hattrick Sandro Kulenovicia


    Reprezentacja Chorwacji do lat 20 wygrała 3:1 z Białorusią w meczu towarzyskim. Wszystkie gole dla swojej drużyny strzelił napastnik Legii Warszawa, Sandro Kulenović.

    Młody legionista w świetnym stylu zakończył pierwszą część gry i rozpoczął drugą. Na listę strzelców wpisał się w 35', 49' i 55' minucie spotkania.


  • Gimnastyka artystyczna: Zawody YOUNG STARS w hali OSiR Bemowo


    Pod koniec października sekcja gimnastyki artystycznej Legia Warszawa zorganizowała ogólnopolski turniej YOUNG STARS, w którym wzięło udział ponad 100 gimnastyczek. Zawody odbyły się w hali OSiR Bemowo, znanej kibicom z meczy naszej drużyny koszykówki w Energa Basket Liga.

    Oprócz gimnastyczek uczestniczących w głównej rywalizacji swoje układy pokazowe wykonały również najlepsze gimnastyczki z grupy wyczynowej. W trakcie uroczystego otwarcia zawodów odbyła się uroczystość pasowania na gimnastyczkę, podczas której ślubowanie złożyło ponad 200 dziewczynek rozpoczynających swoją przygodę ze sportem. Małe gimnastyczki były dzielnie wspierane przez misia Kazka. Dziękujemy wszystkim za tak liczne przybycie i kibicowanie gimnastyczkom. Jesteśmy dumni, że tak wiele dzieci może w RG Legia Warszawa przeżywać swoją przygodę ze sportem. Brawa od wspaniałej publiczności były największą nagrodą dla naszych gimnastyczek! Oczywiście nie zabrakło emocji sportowych.  W sumie nasze gimnastyczki zdobyły ponad 30 medali. Ogromne brawa!

     

     

     

     

     

     

     

     


  • Akademia: Weekendowe wyniki legionistów [10-11.11]


    Prezentujemy wyniki spotkań ligowych, jakie w miniony weekend (10-11 listopada) rozegrały drużyny Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa w kategoriach od U15 do U18.

    U18:

     

    W meczu 15. kolejki Centralnej Ligi Juniorów U18 Legia Warszawa przegrała na wyjeździe z Koroną Kielce 0:1 (0:1).

     

    Relacja ze spotkania dostępna TUTAJ.

     

    U17:

     

    W wyjazdowym spotkaniu 12. kolejki Centralnej Ligi Juniorów U17   zespół naszej Akademii zremisował z AKS SMS Łódź 1:1 (0:0).

    W 68. minucie gola po podaniu Jakuba Czajkowskiego strzelił Kacper Gościniarek.

     

    Skład Legii: Jakub Ojrzyński - Kamil Rokosz (41. Adam Katnaji), Ariel Mosór, Maksymilian Tkocz, Damian Urban - Jerzy Munik (65. Dawid Grzelak), Kacper Gościniarek, Gabor Grabowski - Jakub Czajkowski, Michał Sparwasser, Szymon Włodarczyk

    Trener: Grzegorz Szoka

    II trener: Jakub Renosik

     

    W spotkaniu 13. kolejki Centralnej Ligi Juniorów U17 legioniści zremisowali przy Łazienkowskiej z Escolą Varsovia 1:1.

    Jedyne trafienie zaliczył Michał Sparwasser (as. Szymon Włodarczyk)

     

    Skład Legii: Kacper Czajkowski – Damian Urban, Ariel Mosór, Patryk Peda, Maksymilian Tkocz (67’ Adam Katnaji), Jerzy Munik, Dawid Grzelak (60’ Michał Sparwasser), Gabor Grabowski (67’ Jakub Czajkowski), Kacper Gościniarek, Jakub Kwiatkowski (72’ Kajetan Staniszewski), Szymon Włodarczyk

    Trener: Grzegorz Szoka

    II trener: Jakub Renosik

     

    ***

     

    Wspieramy mazowieckie kluby!

    Ariel Mosór w wieku 15 lat z Unii Warszawa

    Patryk Peda trenuje w APLW od 7. roku życia

    Adam Katnaji w wieku 13 lat z i Warszawa

    Jerzy Munik w wieku 12 lat z Varsovii Warszawa

    Dawid Grzelak w wieku 16 lat z Escoli Varsovia

    Jakub Czajkowski w wieku 16 lat z Escoli Varsovia

    Kacper Gościniarek w wieku 13 lat z SEMP-a Warszawa

    Jakub Kwiatkowski w wieku 14 lat z Wilgi Garwolin

    Kajetan Staniszewski w wieku 15 lat z SEMP-a Warszawa

    Szymon Włodarczyk w wieku 14 lat z SEMP-a Warszawa

     

    U16:

     

    W spotkaniu 13. kolejki Ekstraligi U16 zespół naszej Akademii przegrał na własnym boisku z Escola Varsovia 0:2 (0:0).

     

    Skład Legii: Jakub Kowynia - Tomasz Okulicki (65. Dominik Krajewski), Filip Szewczyk, Marcel Myszka - Hubert Derlatka (72. Oliwier Olszewski), Bartosz Ślendak, Ignacy Dawid, Bartosz Wicenciak (65. Marcel Niesłuchowski), Patryk Pierzak - Jakub Kwiatkowski, Kajetan Staniszewski

    Trener: Tomasz Kycko

    II trener: Norbert Misiak

     

    W spotkaniu 14. kolejki Ekstraligi U16 nasza drużyna pokonała na wyjeździe UWKS Bemowo 1:0 (1:0).

    Zwycięską bramkę zdobył Marcel Niesłuchowski (as. Patryk Pierzak).

     

    Skład Legii: Sebastian Krejer – Bartosz Ślendak, Marcel Myszka, Ignacy Dawid, Bartosz Wicenciak (45’ Miłosz Pacek), Patryk Pierzak, Oliwier Olszewski, Hubert Derlatka, Dominik Krajewski, Marcel Niesłuchowski, Filip Szewczyk

    Trener: Tomasz Kycko

    II trener: Norbert Misiak

     

    ***

     

    Wspieramy mazowieckie kluby!

    Marcel Niesłuchowski w wieku 10 lat z Mewy Krubin

    Kajetan Staniszewski w wieku 15 lat z SEMP-a Warszawa

    Jakub Kwiatkowski w wieku 14 lat z Wilgi Garwolin

    Sebastian Krejer w wieku 15 lat z Varsovii Warszawa

    Bartosz Ślendak i Filip Szewczyk trenują w APLW od 8. roku życia

    Bartosz Wicenciak w wieku 15 lat z UKS „Dziewiątka” Siedlce

    Oliwier Olszewski w wieku 14 lat z Polonii Warszawa

    Hubert Derlatka w wieku 12 lat z Huraganu Wołomin

     

    U15:

     

    W spotkaniu 13. kolejki Centralnej Ligi Juniorów U15 legioniści zremisowali na wyjeździe z Escolą Varsovia 1:1 (1:1).

    Bramkę dla Legii zdobył Igor Strzałek (as. Wiktor Nowak)

     

    Skład Legii: Kacper Michalski I – Patryk Winiarski, Jakub Rutkowski, Tomasz Okulicki, Wiktor Nowak (57’ Kacper Włoch), Patryk Bek, Igor Strzałek, Dawid Kiedrowicz, Marcel Krajewski, Kacper Jakóbczyk (40’ Lucio Ceci), Wiktor Kamiński (75’ Hubert Wierucki)

    Trener: Rafał Gębarski

    II trener: Tomasz Bąbel

     

    ***

     

    Wspieramy mazowieckie kluby! 

    Jakub Rutkowski w wieku 13 lat z Mławianki Mława

    Kacper Włoch trenuje w APLW od 9. roku życia

    Patryk Bek w wieku 14 lat z Legionovii Legionowo

    Igor Strzałek w wieku 13 lat z Pogoni Siedlce

    Kacper Jakóbczyk w wieku 14 lat z Varsovii Warszawa

    Hubert Wierucki w wieku 14 lat z SEMP-a Warszawa


  • Zimowe obozy Legii Warszawa - ruszyły zapisy!


    Profesjonalny trening piłkarski w znakomitych lokalizacjach pod okiem najlepszej kadry szkoleniowej oraz wychowawczej. Wiele dodatkowych atrakcji od Legii Warszawa czeka na Państwa dzieci przy Łazienkowskiej 3, w Nadrzeczu oraz Ustroniu podczas zimowych obozów Legii. Zapraszamy dziewczynki i chłopców od 3 do 15 roku życia oraz po raz kolejny - także Rodziców!

    Zapraszamy do zapoznania się z propozycją zimowych obozów piłkarskich, które w okresie ferii 2019 roku odbędą się przy Łazienkowskiej 3, w  Nadrzeczu oraz w Ustroniu, gdzie realizowany będzie Legia Family Camp czyli Obóz dla dzieci w wieku od 3 lat oraz Rodziców.

     

    Na obozy zapraszamy wszystkie dzieci. Także te, które do tej pory nie miały styczności z piłką nożną oraz naszym Klubem. Propozycja jest skierowana do dziewczynek i chłopców z całej Polski urodzonych w latach 2004 - 2015 a także ich Rodziców (Legia Family Camp w Ustroniu).

     

    Zapisz się: Kliknij tutaj
    Więcej informacji: www.Obozy.LegiaSoccerSchools.pl

     

    Obozy piłkarskie Legii Warszawa to:

    • Zajęcia piłkarskie/sportowe dla dziewczynek i chłopców urodzonych w latach 2024 - 2015 a także ich Rodziców (Legia Family Camp w Ustroniu);

    • Dwie jednostki treningowe dziennie podczas jednego turnusu prowadzonych według systemu szkolenia Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa;

    • Wyjątkowe warunki do treningu na pełnowymiarowych boiskach ze sztuczną nawierzchnią lub w halach;

    • Upominek w postaci sprzętu sportowego dla każdego uczestnika;

    • Profesjonalne wyposażenie placów treningowych;

    • Małe grupy;

    • Pełne wyżywienie (śniadanie, obiad, kolacja, posiłek regeneracyjny) przygotowane we współpracy z dietetykiem pierwszej drużyny Legii Warszawa (w zależności od wybranego pakietu/turnusu);

    • Dla najlepszych: możliwość dołączenia do jednej z drużyn Legii Warszawa;

    • Zaproszenie dla dziecka oraz jednego opiekuna na mecz Legii Warszawa;

    • Dodatkowe zjęcia edukacyjno - rekreacyjne;

    • Ubezpieczenie NNW każdego uczestnika;

    • i wiele innych...

     

    Więcej informacji o Legia Family Camp: kliknij

     

    Turnusy:

    Stadion Legii Warszawa, ul. Łazienkowska 3 - turnusy z noclegami/bez noclegów:

        27 stycznia – 2 lutego 2019 r.

        3 lutego – 9 lutego 2019 r.

     

    Perła Beskidu, Ustroń – Legia Family Camp, Obóz dla dzieci od 3 lat oraz Rodziców:

        27 stycznia - 2 lutego 2019 r.

     

    Nadrzecze k. Biłgoraja - Obóz umiejętności indywidualnych dla graczy z pola i bramkarzy:

        2 lutego – 9 lutego 2019 r.

     

    Kontakt:

    Więcej informacji pod numerem telefonu 513 111 847. Pytania można wysyłać też drogą elektroniczną na adres: obozy@legiasoccerschools.pl 

     

    Cena:

    Koszt jednego turnusu już od 1 349 zł brutto!

     

    Przypominamy, że liczba miejsc na liście uczestników Obozów jest ograniczona – decyduje kolejność zgłoszeń.

     

    Zapisz się: Kliknij tutaj
    Więcej informacji: www.Obozy.LegiaSoccerSchools.pl

     

     

     


  • Intensywny wtorek przy Łazienkowskiej


    Punktualnie o godz. 10:30 legioniści rozpoczęli drugi z przewidzianych na bieżący tydzień treningów. Zajęcia stały pod znakiem bardzo wysokiej intensywności i trwały ponad dwie godziny.

    W obliczu absencji powołanych na zgrupowania reprezentacji we wtorkowym treningu udział wzięło kilku zawodników drużyny rezerw warszawskiej Legii. Pierwszą część zajęć stanowiły ćwiczenia ogólnorozwojowe. Podopieczni Ricardo Sa Pinto, instruowani przez trenera przygotowania fizycznego, trenowali w kilkudziesięciosekundowych seriach z użyciem sztang, TRX-ów czy trampolin. Po ok. 45 minutach zawodnicy zmienili obuwie na korki do gry w piłkę i przeszli do gierek treningowych.

     

     

    W trakcie ich trwania portugalski szkoleniowiec Wojskowych po raz kolejny zwracał szczególną uwagę na wysoki pressing oraz szybką wymianę piłki. Legioniści wielokrotnie przeprowadzali błyskawiczne akcje na jeden kontakt, a po stracie natychmiastowo przechodzili do walecznego odbioru. Bardzo przyzwoicie radzili sobie młodzi zawodnicy z zespołu rezerw, co z pewnością nie uszło uwadze sztabu szkoleniowego. W trakcie trwania tej części zajęć piłkarze Legii szlifowali zarówno grę w obronie, jak i w ataku.

     

     

    Bramkarze warszawskiego zespołu w głównej mierze zmagać musieli się z kolei z obroną strzałów z bliskiej odległości. Bardzo żywiołowo reagujący trener Ricardo Pereira raz po raz sprawdzał refleks swoich podopiecznych, czy to uderzając, czy rzucając piłkę. Indywidualnie podczas wtorkowego treningu trenowali Łukasz Turzyniecki oraz Michał Pazdan. 

     

     

    Kolejne zajęcia piłkarzy Legii odbędą się w środę, o godz. 10:30. Trening w całości będzie otwarty dla przedstawicieli mediów.

     

     

     

     

     

     


  • Waterpolo: Zwycięstwo i porażka z Arkonią


    Pierwszy mecz Legii z Arkonią Szczecin w 3. kolejce Ekstraklasy Waterpolo po ciężkiej i wyrównanej walce zakończył się remisem 14:14 (5:4,4:5,3:4,2:1). O końcowym wyniku zadecydował konkurs rzutów karnych.

    Karne dla Legii wykorzystali: Tomek Durjasz, Rafał Brzeski, Michał Machniewski oraz Jan Oleksów. Dwukrotnie strzały rywali obronił Adam Oleksów i rzuty karne zakończyły się bardzo cennym zwycięstwem 4:2, a cały mecz 18:16. W niedzielę legioniści podobnie jak dzień wcześniej walczyli do samego końca meczu, lecz tym razem lepszy okazał się zespół ze Szczecina, który wygrał 13:9 (5:1, 1:4, 3:3, 4:1).

     

    Skład i strzelcy bramek:

    Legia: A. Oleksów, T. Durjasz (3,1), M. Kozera, J. Oleksów (4,3), I. Piecuch (1,0), M. Machniewski (0,1), A. Fedoruk (4,0), K. Ślusarczyk (2,0), A. Madej (3,0), T. Targowski, W. Pękul, R. Brzeski.

     

    Najlepsi zawodnicy: 

    I mecz: T. Durjasz (Legia), T. Sypuła (Arkonia)

    II mecz: A. Fedoruk (Legia), P. Ławniczak (Arkonia)

     

    Dziękujemy wszystkim kibicom za gorący doping. Już teraz zapraszamy na basen OSiR Żoliborz, gdzie w weekend 24-25 listopada 2018 r. podejmiemy mistrza Polski - ŁSTW Politechnika Łódzka OCMER!


  • Cierzniak trenuje na pełnych obrotach


    35-letni bramkarz Legii Warszawa po trzech i pół tygodnia leczenia urazu łydki wrócił do zajęć z zespołem w pełnym wymiarze. W poniedziałkowym, dwugodzinnym treningu uczestniczyło 19 zawodników.

    Radosław Cierzniak ostatni raz pojawił się na boisku w meczu 11. kolejki LOTTO Ekstraklasy ze Śląskiem Wrocław (6 października). W ubiegłym tygodniu rozpoczął już treningi indywidualne, dziś otrzymał zielone światło od sztabu szkoleniowego na powrót do ćwiczeń z pełnymi obciążeniami. Trener bramkarzy Ricardo Pereira od początku zajęć narzucił wysokie tempo – elementy szybkościowe, gra na jeden, dwa kontakty, obrona strzałów zza pola karnego i sytuacje sam na sam. Cierzniak, Arkadiusz Malarz i Slava Kudrjavcevs uwijali się od strzału do strzału, wielokrotnie popisując się efektownymi interwencjami.

     

    Dla zawodników z pola trening rozpoczął się od 40-minutowego biegania dookoła boiska. Następnie, piłkarze zostali podzieleni na dwie sześcioosobowe drużyny i na małej przestrzeni, w zmieniających się konfiguracjach grali na utrzymanie piłki. Trener Ricardo Sa Pinto jak zwykle ekspresyjnie mobilizował swoich podopiecznych i podpowiadał rozwiązania taktyczne, na jakich mu zależy. Na koniec treningu sztab przeprowadził wewnętrzną gierkę. Do dyspozycji szkoleniowca, do połowy przyszłego tygodnia zabraknie zawodników powołanych na mecze reprezentacji.


  • Pogoń - Legia: Mecz wyrównanych liczb


    Piątkowa przegrana 1:2 z Pogonią Szczecin była dla wszystkich legionistów sporym rozczarowaniem. Piłkarze z Warszawy nie poradzili sobie z dobrze dysponowanym rywalem, lecz nie oznacza to, że przeciwnicy w każdym elemencie gry dominowali. Wręcz przeciwnie, statystyki wskazują, że było to bardzo wyrównane spotkanie.

    Pierwsza połowa spotkania należała do gospodarzy, którzy objęli w niej prowadzenie i przez otwierające mecz czterdzieści pięć minut kontrolowali boiskowe wydarzenia. Odzwierciedla to statystyka posiadania piłki. W pierwszej części gry Portowcy utrzymywali się przy piłce przez 59% czasu gry. Druga połowa przyniosła jednak zmianę w tym względzie. Podopieczni trenera Ricardo Sa Pinto musieli odrabiać straty, dlatego też przejęli inicjatywę i posiadali piłkę przez 57% czasu gry. Widoczne to było szczególnie w ostatnim kwadransie meczu, kiedy to legioniści operowali futbolówką przez 66% czasu gry. Po dziewięćdziesięciu minutach w tej statystyce nieznacznie lepsi byli gospodarze, którzy łącznie osiągnęli posiadanie piłki na poziomie 51%.

     


    Lecz posiadaniem piłki nie wygrywa się meczów. Ciekawie prezentuje się statystyka strzałów, ponieważ przemawia ona na korzyść naszych piłkarzy. Zawodnicy Legii oddali łącznie 11 strzałów, ale tylko 2 w pierwszej połowie. Gospodarze na bramkę Radosława Majeckiego strzelali dziesięciokrotnie - 4 razy w pierwszej części gry i 6 razy w drugim rozdaniu. Co więcej, to legioniści uderzali celniej - 5 prób z 11 zmierzało w światło bramki Łukasza Załuski. Najczęściej uderzali jednak obrońcy - Adam Hlousek i Marko Vesović oddali po 4 strzały. Piłkarze Pogoni trzykrotnie celnie uderzyli na bramkę.

     


    Legioniści częściej stawiali na ataki pozycyjne - wykonali ich 86, podczas gdy Portowcy 71. Obie drużyny przeprowadziły tyle samo kontrataków - zarówno Legia, jak i Pogoń podejmowała tego typu akcje dziesięciokrotnie. Przyjezdni najchętniej kreowali swoje akcje zaczepne prawą stroną boiska - 37 ataków przeprowadzono tą właśnie flanką. Środkiem pola legioniści wychodzili z akcjami w 30 przypadkach, a lewą stroną rozprowadzili 28 akcji. Zgoła inaczej statystyka ta prezentuje się w przypadku gospodarzy. Piłkarze Pogoni najczęściej próbowali swojego szczęścia po swojej lewej stronie - tą flanką przeprowadzili 37 ataków. Prawą stroną przeszło 26 akcji, natomiast środkiem 18.

     


    Nieznacznie wyższe posiadanie piłki przez Pogoń Szczecin zaowocowało też minimalnie większą liczbą wymienionych podań. Portowcy wykonali 528 podań, z czego 81% zagrań trafiło do adresata. Zawodnicy Legii podawali piłkę 499 razy, a skuteczność wyniosła 82%. Piłkarzem najczęściej podającym w naszej drużynie był Mateusz Wieteska - 71 zagrań i skuteczność 86%. Takim samym współczynnikiem celnych zagrań mógł pochwalić się Andre Martins, ale Portugalczyk wymienił o 6 podań mniej.

     


    W piątkowym meczu statystyce doliczyli się 184 pojedynków o piłkę. 98 z nich wygrali gospodarze, a 86 goście. Starć na ziemi było dwukrotnie więcej niż tych w powietrzu (121 do 63). Największy procent udanych pojedynków wśród piłkarzy naszej drużyny zanotował Artur Jędrzejczyk, który wygrał 82% starć. Na kolejnych pozycjach znaleźli się Dominik Nagy i Marko Vesović - obaj zwyciężyli w 50% pojedynków. Węgier zanotował jednak o 2 próby więcej niż reprezentant Czarnogóry.

     


    Ogólna statystyka biegowa wskazuje przewagę gospodarzy. Piłkarze Pogoni przebiegli łącznie 119,3 km, a zawodnicy Legii 116,7 km. Legioniści wykonali jednak więcej sprintów - 104 do 94 - oraz tak zwanych szybkich biegów (19,8-25,2 km/h) - 534 do 492. Zawodnikiem naszego zespołu, który pokonał najdłuższy dystans był Sebastian Szymański. Młody legionista przebył podczas meczu 11,97 km. Dla porównania najlepszy w tej statystyce był gracz Pogoni, Adam Buksa, który przebiegł 12,05 km. Najszybszym graczem na boisku był Michał Kucharczyk. Maksymalna prędkość rozwinięta w piątek przez skrzydłowego Legii to 33,4 km/h.


  • Sparing z Odrą Opole


    Legia Warszawa, wykorzystując przerwę na mecze reprezentacji, w sobotę o godz. 10:30 rozegra sparing z pierwszoligową Odrą Opole. Mecz odbędzie się na boisku głównym przy Łazienkowskiej 3.

    Podobnie jak podczas dotychczasowych przerw w rozgrywkach ligowych, mistrzowie Polski mają w planach spotkanie kontrolne. Rywal, Odra Opole zajmuje obecnie 11. miejsce w tabeli Fortuna 1. Ligi. W jej składzie znajdują się znani z ekstraklasy Dudu Paraiba, Krzysztof Janus, Mariusz Rybicki, Marcin Wodecki i Szymon Skrzypczak. Trenerem drużyny od maja tego roku jest Mariusz Rumak.

     

    Na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej sobotni rywale mierzyli się ostatni raz w sezonie 1980/81. Łącznie oba zespoły rozegrały 42 mecze, z których 13 wygrała Legia wygrała, 14 razy lepsza była Odra, a 17-krotnie zanotowano remis.

     

    Sparing będzie zamknięty dla mediów i publiczności.

     


  • Zmarł Tadeusz Chruściński


    W niedzielę w wieku 86 lat zmarł były trener Legii Warszawa Tadeusz Chruściński. Szkoleniowiec prowadził pierwszą drużynę Wojskowych w latach 1971-1972. Przez lata był także szkoleniowcem młodzieżowych drużyn z Łazienkowskiej. W 1969 roku wywalczył z juniorami Legii tytuł mistrza Polski.

    Wraz z pierwszym zespołem w 26 meczach odniósł 15 zwycięstw, zanotował sześć remisów i poniósł sześć porażek. O uroczystościach pogrzebowych poinformujemy w późniejszym terminie.

     

     

    Rodzinie i przyjaciołom składamy głębokie wyrazy współczucia. Trenerze, spoczywaj w spokoju.


  • UKS Varsovia zagra w Legia Cup 2018


    Dziś przy Łazienkowskiej 3 odbył się Turniej Eliminacyjny do Legia Cup 2018. Awans do turnieju głównego wywalczyła drużyna UKS Varsovii Warszawa. - Myślę, że tego typu inicjatywa to bardzo fajny gest ze strony Legii Warszawa. Legia Cup to międzynarodowy turniej, o wyrobionej już marce, o czym świadczą kluby, które w nim rokrocznie uczestniczą. Nie da się ukryć, że będzie to jeden z najmocniej obsadzonych turniejów, w jakim przyszło nam do tej pory rywalizować - powiedział trener Varsovii Dominik Brzeziński. 14. edycja Legia Cup już 24-25 listopada!

    W Turnieju Eliminacyjnym wzięło udział 16 zespołów – Klubów Partnerskich i współpracujących Legii Warszawa. Były to: UKS Varsovia, APN Piotrków Trybunalski, Cuiavia Inowrocław, Olimpia Elbląg, SEMP Warszawa, APN Ostrołęka, AP Futbolica Kraków, KKS Kalisz, Królewscy Płock, SPN Diament Zduńska Wola, APMT Limanowa, KS Halinów, AP Żuri Olsztyn, Zagłębie Sosnowiec, BTP Stal Brzeg oraz Legia Soccer Schools Brwinów.

     

     

    W pierwszej fazie Turnieju drużyny zostały podzielone na cztery grupy po cztery zespoły. Zwycięzcy grup stworzyli w drugiej fazie grupę 1., w której rozstrzygnąć się miała kwestia awansu do turnieju głównego Legia Cup. Pozostałe zespoły – z miejsc 2., 3. i 4. (w pierwszej fazie) utworzyły trzy kolejne grupy. Turniej rozegrany został w formule "każdy z każdym" (w obrębie danej grupy), rywalizowali w nim chłopcy z rocznika 2008 i młodsi.

     

     

    – Oprócz wyłonienia zespołu, który weźmie udział w 14. edycji Legia Cup, chcieliśmy by wszystkie uczestniczące w eliminacjach kluby maksymalnie wykorzystały ten turniej do ciekawej rywalizacji i potraktowały go jako dodatkowy bodziec do rozwoju. Dlatego wszyscy uczestnicy rozgrywali pierwszą i drugą fazę, rozgrywając tyle samo spotkań. Nagroda w postaci awansu to jedno, ale nie mniej istotny był sam aspekt rywalizacji – podkreśla Sebastian Różycki, koordynator Bloku U5-U12 oraz współpracy z Klubami Partnerskimi w naszej Akademii.

     

     

    Awans do turnieju głównego wywalczyła drużyna UKS Varsovii Warszawa.

    – Tego typu inicjatywa to bardzo fajny gest ze strony Legii Warszawa. Dla chłopców, nie tylko z naszego klubu, ale ze wszystkich rywalizujących dziś ze sobą drużyn to okazja do zmierzenia się z naprawdę dobrymi rywalami i powalczenia o cenną nagrodę. Taką na pewno jest możliwość zagrania przeciwko Juventusowi Turyn czy Manchesterowi United – powiedział trener Varsovii Dominik Brzeziński.

     

     

    – Akademia Legii to czołowa akademia piłkarska w Polsce i możliwość współpracy z nią jest dla nas sporym wyróżnieniem. Chcemy jak najlepiej szkolić, wychowywać jak najlepszych zawodników i dostarczyć, przynajmniej część z nich, do Legii Warszawa. Legia Cup to międzynarodowy turniej, o wyrobionej już marce, o czym świadczą kluby, które w nim rokrocznie uczestniczą. Drużyny Varsovii również biorą udział w turniejach zagranicznych, chcemy jak najczęściej mierzyć się z silnymi, europejskimi markami. Nie da się jednak ukryć, że Legia Cup będzie jednym z najmocniej obsadzonych turniejów, w jakim przyszło nam do tej pory rywalizować – dodał.

     

     

    Turniej główny Legia Cup 2018 zostanie rozegrany 24 i 25 listopada. Udział w nim wezmą między innymi dwie drużyny Legii, Anderlecht Bruksela, Juventus Turyn, Manchester United czy Hertha Berlin. Więcej na temat zbliżającej się 14. edycji przeczytasz TUTAJ.


  • Legia świadkiem tamtych dni


    Dziś obchodzimy wielkie święto - dokładnie sto lat temu Rada Regencyjna przekazała władzę na ręce Marszałka Józefa Piłsudskiego, co uważa się za początek niepodległego państwa Polskiego. Legia Warszawa również postanowiła upamiętnić tę niezwykłą rocznicę. Rozmawiamy z Marcinem Rembaczem, kierownikiem działu promocji i projektów ''Niepodległej'', z której logo na koszulkach występują w tym sezonie legioniści.

     

    Legia.com: - Skąd w ogóle wzięła się Niepodległa?

    Marcin Rembacz: - W tym roku świętujemy setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. My jesteśmy centrum obchodów tego święta, stanowiąc instytucję kultury podległą Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Realizujemy wieloletni program związany z opowieścią o odbudowie polskiej państwowości sprzed stu lat. Opowiadamy o całym procesie powstawania państwa jak feniks z popiołów.

     

    - Waszym najbardziej charakterystycznym elementem jest logo "niepodległa". Jaka jest jego historia?

    - Ten symbol łączy wiele inicjatyw związanych ze świętowaniem tego fantastycznego jubileuszu. Zaprojektował go dla nas... Marszałek Józef Piłsudski. W jednym z jego listów znalazło się zdanie: "Polska niepodległa będzie po zwycięstwie". Wyciągnęliśmy z tego jedno słowo, które zawiera w sobie nie tylko znak graficzny, ale także niewiarygodny ładunek emocjonalny.

     

     

    - Jak to słowo znalazło się na koszulkach Legii Warszawa?

    - Głównym celem naszego programu jest wzmocnienie poczucia wspólnoty wśród Polaków. Wierzymy, że ta fantastyczna rocznica wielkiego sukcesu sprzed stu lat, jest właśnie tym dniem, który może połączyć nas wszystkich, bez względu na poglądy czy wyznanie. Pracujemy w oparciu o poważne badania społeczne, z których jasno wynika, że dumni z bycia Polakami jesteśmy wtedy, gdy nasi sportowcy osiągają sukcesy. Wówczas na ulicach widać najwięcej flag, a ludzie potrafią wspólnie się cieszyć. Sport potrafi wspaniale jednoczyć ludzi, a dzięki Legii Warszawa, a także innym klubom i sportowcom, będziemy mogli opowiedzieć tę wspaniałą historię walki o niepodległość.

     

    - Naszywka na koszulkach jest jedynym efektem współpracy z Legią?

    - Spokojnie, dopiero zaczynamy! To logo na trykotach jest jedynie potwierdzeniem tej fantastycznej historii, bo przecież Legia jest klubem, którego założyły legiony Marszałka Józefa Piłsudskiego. Znak Niepodległej jest jedynie symbolem i początkiem naszej współpracy. Razem świętujemy w tym roku i mam nadzieję, że razem świętować będziemy za rok.

     

     

    - Czyli Legia z tym symbolem na koszulkach uczci setną rocznicę odzyskania niepodległości mistrzostwem Polski?

    - Bardzo w to wierzę! Ostatnie lata pokazują, że Legia święci triumfy w ekstraklasie i potrafi godnie je uczcić. Po tym jak legioniści wygrali tytuł w Poznaniu, wracając do Warszawy pojechali pod pomnik Marszałka i zadedykowali mu swój sukces. Oby w 2019 roku wyglądało to tak samo.

     

     

     

     

     

     

     


  • Koszykówka: Trzecia wygrana Legii z rzędu!


    Legia Warszawa przy komplecie publiczności pokonała Polski Cukier Toruń 68:63. Przeciwnicy w zeszłym sezonie zdobyli brązowy medal w Energa Basket Lidze. Następny mecz u siebie „Zieloni Kanonierzy” rozegrają 24 listopada, a ich przeciwnikiem będzie Anwil Włocławek.

    Przed meczem miała miejsce wyjątkowa prezentacja. Zawodnicy obu zespołów wybiegli na parkiet w biało-czerwonych szalikach, a dodatkowo wojskowi mieli na sobie okolicznościowe koszulki z hasłem #KiedyMyŻyjemy. Legioniści dobrze rozpoczęli to spotkanie. Mimo, że to goście zdobyli pierwsze punkty i przez 17 sekund prowadzili 0:1 to, jak się później okazało, było to ich ostatnie prowadzenie, Zza „łuku” trafiali Michał Kołodziej, Jakub Karolak i Sebastian Kowalczyk, a potężny wsad dodał do tego Rusłan Patiejew. Gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 11:4. Sporo problemów warszawskiej obronie sprawiał Tomasz Śnieg, który w krótkim odstępie czasu zdobył sześć punktów. W zespole Legii odpowiedział Omar Prewitt. Amerykanin dwa razy trafił „za trzy” i to jego zespół prowadził 21:15 po pierwszej kwarcie.

     

    Po wznowieniu gry Legia nie zwalniała tempa. Znowu swoje „trójki” trafili Michał Kołodziej i Sebastian Kowalczyk, a kolejny wsad dołożył Rusłan Patiejew. Rosjanin chwilę później faulował po raz drugi, ale to nie zniechęciło naszego środkowego. Cheikh Mbodj, podkoszowy Torunian, również skończył akcję swojego zespołu z góry, nad walczącym w obronie Patiejewem. Już w następnym posiadaniu role się odwróciły i to legionista potężnie wsadził piłkę do kosza nad Senegalczykiem. Publiczność na Bemowie oglądała kawał dobrej koszykówki i dzięki postawie swoich zawodników cieszyli się prowadzeniem swojego zespołu 36:30. 

     

    Początek trzeciej kwarty zapowiadał się średnio. Przeciwnicy zbliżyli się do Legii, ale szybko otrzymali powtarzającą się w tym meczu ripostę. Zza „łuku” trafił Sebastian Kowalczyk, a dwa punkty dołożył Rusłan Patiejew. Rosjanin przez nadmiar fauli musiał na chwilę opuścić boisko, ale zastępujący go Patryk Nowerski spisał się przyzwoicie. Mimo, że brakowało mu skuteczności to w obronie spisywał się solidnie. W końcówce kwarty poderwał kibiców kiedy efektownym blokiem zatrzymał atak Torunian. Przeciwnicy atakowali i starali się zniwelować przewagę legionistów. Jednak Omar Prewitt trafiający niemożliwe rzuty i świetnie dysponowany Sebastian Kowalczyk sprawili, że  to Legia prowadziła 55:42 przed ostatnią częścią spotkania.

     

    W czwartek kwarcie goście zaprezentowali obronę strefową skutecznie zamykając legionistom dojście do koszu. W ataku natomiast efektownie akcje swojego zespołu kończył Cheikh Mbodj. Torunianie byli coraz bliżej i po serii punktowej Karola Gruszeckiego przewaga legionistów wynosiła pięć punktów. Odpowiedział, po raz kolejny kapitan legionistów – Sebastian Kowalczyk. Jego kontratak i kilka cierpliwie rozegranych akcji pozwoliły gospodarzom znowu odskoczyć przeciwnikom. Kiedy Omar Prewitt wykorzystał rzuty wolne na kilkanaście sekund przed końcem spotkania bemowska hala odleciała. Przy ogłuszającym dopingu legioniści dowieźli zasłużone zwycięstwo nad czołowym zespołem. Ostatecznie pokonali Polski Cukier Toruń 68:63.


  • 100-lecie odzyskania niepodległości


    11 listopada to dla Polaków data wyjątkowa. Właśnie tego dnia, w 1918 roku, nastąpiło przekazanie przez Radę Regencyjną zwierzchniej władzy nad wojskiem Józefowi Piłsudskiemu, który dzień wcześniej wrócił do kraju po pobycie w więzieniu w Magdeburgu. 100 lat po tych wydarzeniach, jako mieszkańcy wolnej Polski, oddajemy hołd bohaterom tamtych dni.

    III rozbiór Polski w 1795 roku sprawił, że Polska zniknęła z mapy świata. Mimo licznych powstań oraz wystąpień zbrojnych przeciwko okupantom, nadzieja na odzyskanie niepodległości pojawiła się dopiero w roku 1914. Od dawna spodziewany wybuch wojny podzielił zaborców i ich sprzymierzeńców na dwa wrogie bloki: niemiecko-austriacki oraz rosyjsko-francusko-angielski. Józef Piłsudski, wraz z grupą oficerów, wykorzystując sytuację polityczną, uzyskał akceptację władz austriackich do wzniecenia powstania zbrojnego wśród Polaków z zaboru rosyjskiego. Tym samym w Galicji, bazując na członkach drużyn sokolich, strzeleckich i ochotnikach, rozpoczął formowanie Legionów Polskich.

     

     

    Dla przygotowywanej od pewnego czasu w duchu polskości, honoru i dumy narodowej młodzieży polskiej, powstawały warunki do zamanifestowania dążeń o niepodległą Rzeczpospolitą. Zaborcy, traktując Polaków jako własnych obywateli, powszechnie wcielali ich do formujących się w wyniku nowego konfliktu pułków. Nasi rodacy walczyli więc zarówno po stronie rosyjskiej, m.in. w pułkach syberyjskich, jak i po przeciwnej stronie frontu - w armii austriackiej. Była to dla nich wojna pełna narodowych dramatów i paradoksów. Żołnierze często odkrywali, że po drugiej stronie okopów walczą z ubranymi we wrogie mundury rodakami. Dostrzegano również, że zaborcy realizują wyłącznie własne interesy, a sprawa, o jaką toczy się wojna, nie jest sprawą polską. Mimo to, wierząc w odrodzenie państwa polskiego, uzdolniona młodzież akademicka Galicji z drużyn sokolich bądź skupiona wokół klubów piłkarskich, uprzedzając pobór, sama na ochotnika zaczęła wstępować do Legionów przy austriackiej armii, tworząc początkowo dwie, a do maja 1915 roku trzy legionowe brygady.

     

     

    Choć w Legionach znaleźli się sportowcy uprawiający różne dyscypliny, piłka nożna zyskała największą popularność. Inne sporty, takie jak zapasy, strzelectwo, szermierka lub – w okresie późniejszym – nawet tenis, były uprawiane w warunkach frontowych symbolicznie, a cywilni lekkoatleci czy zapaśnicy także chętnie grywali w piłkę. Przyczynami były duża łatwość uprawiania tego sportu oraz możliwość jednoczesnego organizowania współzawodnictwa różnych formacji legionowych. Do rozgrywania meczu wystarczały często większa polana lub skoszona łąka oraz piłka, o której dostarczenie sumiennie dbały wspomagające legionistów cywilne organizacje kobiece. Sam komendant Piłsudski nie tylko bywał na frontowych meczach rozgrywanych przez drużyny legionowe, ale podobno zdarzało się, że uczestniczył w nich również jako sędzia, o czym wspominał po latach jego osobisty adiutant Bolesław Wieniawa-Długoszowski.

     

     

    Wiosną 1915 roku I Brygada dotarła nad Nidę, rozpoczynając działania pozycyjne. Charakter walk zmienił się i zamiast stałych przemarszów rozdzielonych bitwami ograniczał się do ostrzeliwań artyleryjskich, nocnych wypadów celem pozyskiwania jeńców oraz obserwacji ruchów nieprzyjaciela. W tym czasie formowano nowe bataliony, powiększając stan Legionów. Okazało się wówczas, że nowi żołnierze, ochotnicy, mają duże problemy z zachowaniem sprawności fizycznej w czasie prowadzonych akcji. Czas działań pozycyjnych nad Nidą dowództwo Legionów wykorzystało zatem na poprawienie sprawności, szkolenie i integrację żołnierzy. W ramach tych działań również przychylnie zaczęto patrzeć na sport, a tym samym na piłkę nożną. W maju 1915 roku do wojny po stronie państw koalicji przystąpiły Włochy, co zmusiło Austrię i Niemcy do dalszego podzielenia wojsk między kilkoma frontami. Priorytetowym zadaniem stało się zatem skrócenie i ustabilizowanie frontu wschodniego rozciągającego się od Litwy do Karpat Wschodnich. Plany te zamierzano zrealizować, wykorzystując również Legiony, przez skoncentrowanie ich na froncie wołyńskim. Po raz pierwszy w tej wojnie pojawiła się okazja wspólnej walki legionistów ze wszystkich brygad ramię w ramię. Późną jesienią 1915 i wiosną 1916 roku między rzekami Stochód i Styr w niedużej odległości od siebie znalazło się prawie 16 tys. żołnierzy Legionów.

     

     

    Austriacy dla uspokojenia nastrojów przekształcili Legiony w jednostkę równorzędną pułkom austriackim, czyli w Polski Korpus Posiłkowy. Ważniejsze jednak, że władze Austrii i Niemiec zdecydowały się na gest i 5 listopada 1916 roku proklamowały akt, w którym po raz pierwszy była mowa o planach utworzenia niepodległego państwa polskiego. Akt ten miał zjednać Polaków dla sprawy państw centralnych, ale jego najistotniejszą konsekwencją było wymuszenie na Rosji podobnej deklaracji ogłoszonej w marcu 1917 roku przez rząd Aleksandra Kiereńskiego. Stało się to, czego chcieli legioniści od początku wojny – po raz pierwszy od jej wybuchu zaczęto mówić o sprawie polskiej na forum międzynarodowym, a starania o niepodległą Polskę zyskiwały realne ramy. W tym czasie dowództwo nad Legionami przejęli Niemcy. Jesienią 1916 roku wszystkie brygady zostały wycofane z frontu i rozlokowane w różnych miastach na terenie Królestwa w celu ich przekształcenia w kontrolowaną przez niemieckie dowództwo Polską Siłę Zbrojną, która miała być oficjalnym zalążkiem nowego Wojska Polskiego. 1 grudnia do Warszawy uroczyście wkroczyły 3 i 4 pułk piechoty oraz 2 pułk ułanów.

     

     

    W lipcu 1917 roku doszło do wydarzeń, które zaważyły nie tylko na dalszych losach Legii, lecz także całych Legionów. Od końca 1916 roku w polskich środowiskach niepodległościowych oczekiwano kolejnych kroków zaborców wynikających z Aktu 5 listopada, czyli proklamacji niepodległego państwa, utworzenia niezależnego rządu oraz stworzenia w pełni niezależnego Wojska Polskiego. Niespełnienie tych oczekiwań oraz obopólna niechęć Józefa Piłsudskiego i Niemców doprowadziły w konsekwencji do kryzysu przysięgowego. W kwietniu Niemcy wyodrębnili z Legionów nową formację – Polską Siłę Zbrojną skupiającą legionistów pochodzących z zaboru rosyjskiego, jednocześnie pozostawiając tych z zaboru austriackiego w ramach Polskiego Korpusu Posiłkowego, nad którym wówczas sprawowali dowództwo. Legioniści będący obywatelami austriackimi związani byli przysięgą złożoną już wcześniej cesarzowi austriackiemu w czasie powstawania Legionów, ale od nowych będących obywatelami Królestwa domagano się podobnej przysięgi – tym razem na wierność zarówno Austrii, Niemcom, jak i ich sojusznikom. Formę przysięgi negocjowano od dłuższego czasu, a ostateczne ustalenia podzieliły dowódców legionowych. Część z nich, z Piłsudskim na czele, odrzucała przysięgę w całości, przewidując przegraną państw centralnych oraz uważając, że wspólna droga Legionów i Niemiec już się zakończyła.

     

     

    Kilka dni później Piłsudski został zatrzymany i osadzony w areszcie w Magdeburgu. Przez kilka miesięcy niemieccy oficerowie próbowali, nieskutecznie, wymusić na Komendancie podpisanie aktu lojalnościowego wobec okupanta. Wraz z wybuchem rewolucji w Niemczech Piłsudski został przewieziony do Berlina, a stamtąd skierowany do Warszawy. 10 listopada 1918 roku Piłsudski przybył do Warszawy, gdzie na dworcu przywitali go m.in. członek Rady Regencyjnej, Zdzisław ks. Lubomirski oraz dowódca Komendy Naczelnej POW, Adam Koc. Dzień później Rada Regencyjna przekazała Piłsudskiemu zwierzchnictwo i naczelne dowództwo nad podległym jej Wojskiem Polskim. 11 listopada, po pertraktacjach Marszałka z Centralną Radą Żołnierską, wojska niemieckie zaczęły się wycofywać z Królestwa Polski. 16 listopada Józef Piłsudski notyfikował powstanie niepodległego państwa polskiego.

     


  • Zimowe zgrupowania Legii w ośrodku Jose Mourinho


    Podczas zimowej przerwy legioniści udadzą się na dwa obozy przygotowawcze. Pierwszy będzie trwał od 7 do 18 stycznia. Wojskowi, po czterodniowej przerwie i powrocie do Warszawy, ponownie zawitają do portugalskiego miasta Troia Peninsula. Koniec drugiego zgrupowania przewidziano na 2 lutego.

    Do rundy wiosennej legioniści przygotowywać będą się w ONETROIA Jose Mourinho Training Center. Ośrodek ten, wybudowany z inicjatywy legendarnego portugalskiego trenera, Jose Mourinho, odpowiada potrzebom nowoczesnych systemów szkolenia piłkarskiego. Obiekt oferuje swoim klientom dwa pełnowymiarowe boiska z naturalną, profesjonalną nawierzchnią, specjalną przestrzeń przeznaczoną dla specjalistycznego treningu bramkarzy oraz 300 m. kw. budynków zawierających m.in. pomieszczenia dla 34 piłkarzy oraz 10 trenerów, salę konferencyjną, strefę SPA oraz pomieszczenia dla sztabu medycznego.

     

     

    „Centrum szkoleniowe noszące moje imię musi przejąć moją wizję i moje doświadczenia” – twierdzi Mourinho. Troia Peninsula to dla niego miejsce wyjątkowe. To właśnie nieopodal tego miasta dorastał, a jako dziecko kopał piłkę na tamtejszych plażach. Portugalski trener zawsze wraca tam z wielką przyjemnością. Właśnie w ONETROIA Jose Mourinho Training Center odpoczywał po zakończeniu sezonu 2014/2015. Z usług ośrodka korzystały takie kluby jak Chelsea, Bayern Monachium czy Borussia Mönchengladbach.

     

     

    „Zawsze mocno wierzyłem w intensywne treningi i maksymalizowałem czas ich trwania, zawsze starając się unikać pauz i bezczynności. Grasz tak, jak trenujesz! Sąsiadujące obszary były wymysłem tych, którzy głęboko myślą o procesie szkolenia. Są one obowiązkowe w klubach, ale rzadko można je znaleźć w ośrodkach szkoleniowych. ONETROIA łączy najlepsze warunki z całą niezbędną infrastrukturą, a dodatkową zaletą jest prawdziwa, wyjątkowa naturalność” - dodaje portugalski szkoleniowiec Manchesteru Utd.

     

     

    Jako baza hotelowa warszawskiego zespołu podczas obydwu zgrupowań służyć będzie Troiaresort - Aqualuz Suite Hotel Apartamentos Troia Mar & Rio. Czterogwiazdkowy obiekt usytuowany jest pośród białych, piaszczystych plaż półwyspu Troia, obmywanego wodami Atlantyku. Do usług gości hotelu są dwa baseny, wanny z hydromasażem, sauny, łaźnia turecka, pole golfowe oraz kort tenisowy. Dostępne są również masaże lub zabiegi na twarz w Spa Zen Aqualuz. Obiekt oddalony jest o 134 km od międzynarodowego lotniska Humberto Delgado w Lizbonie. Warunki będą więc mieli legioniści znakomite, lecz oczywiście nic nie zastąpi ciężkiej i organicznej pracy, dzięki której drużyna ma być doskonale przygotowana do drugiej części rozgrywek LOTTO Ekstraklasy. O to także jednak jesteśmy spokojni.

     

     

    - Jedziemy tam, bo bardzo dobrze znam to miejsce, jest to słynna Akademia Jose Mourinho. Działa od ok. trzech lat i została zaprojektowana zgodnie z wizją Jose, a on najlepiej wie jakie są potrzeby profesjonalnych drużyn piłkarskich. Cisza, otoczenie, infrastruktura, pogoda i bliskie sąsiedztwo Lizbony (ok. 40 min. drogi - przyp. red.), to doskonałe warunki do przeprowadzenia zimowego obozu przygotowawczego. Dzięki licznym kontaktom w Portugalii w tym czasie będziemy mieć możliwość rozegrania kilku sparingów z drużynami z różnych klas rozgrywkowych. Jest to dobre rozwiązanie dla klubu także ze względów finansowych, więc myślę, że wybraliśmy rozwiązanie z którego każdy będzie zadowolony - mówi szkoleniowiec Legii Ricardo Sa Pinto.

     

    TERMINY ZIMOWYCH ZGRUPOWAŃ LEGII WARSZAWA:

    7.01 – 18.01.2019

    22.01. 02.02.2019

     


  • Kulenović: Jestem jeszcze dzieciakiem


    Ma 19 lat, a w piłkę grał już w trzech krajach. Po polsku nauczył się mówić w cztery miesiące, a do tego biegle posługuje się chorwackim, angielskim oraz włoskim. Występując w Juventusie trenował u boku jednego z dwóch największych idoli z dzieciństwa, z drugim natomiast wygrał walkę o skład w Legii Warszawa. Poznajcie Sandro Kulenovicia - najmłodszego strzelca w kadrze Wojskowych, który sam o sobie mówi, że do dorosłości jeszcze mu daleko.

     

    Legia.com: - Masz większy talent do piłki nożnej czy języków obcych?

    Sandro Kulenović: - Powiedziałbym, że do piłki (śmiech). Chociaż i z językami nie mam problemu – mówię w czterech i jestem z tego bardzo zadowolony.

     

    - Ile czasu zajęło Ci nauczenie się polskiego? 

    - Już po trzech, czterech miesiącach opanowałem podstawy i mogłem porozumieć się z kolegami, a po pół roku normalnie gadałem. 

     

    - Z włoskim było tak samo?

    - Nawet szybciej, bo tam dość płynnie rozmawiałem po czterech miesiącach.

     

     

    - Szybko Cię ciągnęło za granicę, co jest o tyle dziwne, że Dinamo Zagrzeb ma jedną z najlepszych akademii piłkarskich na świecie. Dlaczego postanowiłeś wyjechać do Polski?

    - Podjąłem taką decyzję, bo Legia była mną mocno zainteresowana, co bardzo mi się spodobało. Stwierdziłem też, że warto spróbować czegoś nowego. Dostałem sygnał, że jeśli dołączę do klubu, to pojadę na obóz z pierwszą drużyną i jak dam radę, to być może nawet będę mógł w niej zostać. To było zdecydowanie lepsze niż gra w juniorach. Zdecydowałem się więc na wyjazd i nie żałuję tego.

     

    - Jak duży był przeskok między Chorwacją a Polską?

    - Jeśli chodzi o kwestie piłkarskie, to rzeczywiście zupełnie co innego. W juniorach Dinama dużo graliśmy piłką, kładziono nacisk na technikę, a w III lidze, gdzie grałem z rezerwami Legii, w ogóle czegoś takiego nie było. Tam praktycznie kluczowa była fizyczność, więc na początku miałem spore trudności. Zdecydowanie łatwiej było mi pod względem życia w obu krajach. Warszawa jest podobna do Zagrzebia, więc od razu poczułem się w niej jak w domu.

     

    - Skoro o domu mowa – Ty raczej nie byłeś typem spokojnego dziecka.

    - Nie, mama nigdy nie miała ze mną problemów. Zachowywałem się dobrze. Może czasami zdarzało mi się zrobić coś złego, ale chyba nie można było narzekać na moje zachowanie.

     

    - Po obejrzeniu nagrania, na którym skaczesz kilkanaście metrów z mostu do wody, jakoś trudno jest mi podzielać tę opinię.

    - No dobra, byłem trochę szalony (śmiech)! Ale chyba każdy dzieciak taki jest.

     

     

    - Trzeba się było potem w domu tłumaczyć?

    - Trochę tak, bo mamie raczej się to nie spodobało (śmiech). Mówiła, że to zupełnie zwariowane, że to niebezpieczne i że mogę sobie zrobić krzywdę. Ale raczej się tym nie przejmowałem, mamy takie są – zawsze się martwią.

     

    - Mama tak się martwiła, że przyjechała za Tobą do Polski. 

    - Miałem 17 lat, pierwszy raz byłem za granicą i na pewno nie dałbym sobie bez niej rady. Dopiero zaczynałem swoją przygodę z piłką, a mimo to mama poświęciła się i wyjechała ze mną, co bardzo dużo dla mnie znaczyło. Miałem oczywiście trudne momenty, bo byłem daleko od przyjaciół, brata, czy taty. Obecność mamy była więc dla mnie niezwykle ważna. Cały czas mi kibicowała, wierzyła we mnie, a to bardzo wiele znaczyło. 

     

    - Drugim takim niezwykłym kibicem była Twoja babcia. 

    - Od zawsze trzyma za mnie kciuki cała rodzina. Babcia jednak dzwoniła do mnie przed meczami i mówiła, że dzisiaj na pewno wygramy 5:0, 4:0, a ja zdobędę ze dwie bramki. Niedawno niestety odeszła, ale takie jest życie. Strzelonego w Białymstoku gola zadedykowałem właśnie jej. 

     

    - Dojrzałe podeście, Ty chyba w ogóle szybko dorastałeś. Przeglądałem Twoje wpisy na portalach społecznościowych sprzed lat. Przebijały się tam dwie rzeczy: miłość do Chorwacji i Jezusa. Coś się od tego czasu zmieniło?

    - Nie i nigdy się to nie zmieni. Kocham swój kraj, jestem z niego dumny, a wiara daje mi bardzo dużo siły. Czuję, że kiedy modlę się do Boga, on gdzieś przy mnie jest i daje mi taką pewność, że wszystko będzie dobrze. 

     

     

    - Mówiąc o dorastaniu, nie sposób nie poruszyć tematu Twojego wyjazdu do Włoch. 

    - Ten rok bardzo dużo mi pomógł, bo po raz pierwszy wyjechałem zupełnie sam. Nie miałem już oparcia w mamie, o wszystkie swoje sprawy musiałem troszczyć się osobiście. Przeżyłem bardzo dużo trudnych momentów, ale tak wygląda życie. Trzeba sobie z nimi radzić, na tym to wszystko polega.

     

    - Przed rokiem zapytany o to co umiesz ugotować odpowiedziałeś, że wodę na herbatę.

    - No to teraz moje umiejętności uległy poprawie (śmiech)! Potrafię przyrządzić makaron, umiem usmażyć kurczaka, także z głodu już na pewno nie umrę.

     

    - Kulinarnie sobie radziłeś, ale piłkarsko były problemy. Miewałeś momenty zwątpienia po tej kontuzji kolana?

    - Nie, bo nigdy bym nawet nie pomyślał, że piłka nie jest dla mnie. Jasne, każdy zawodnik miewa swoje trudne momenty, ale ja uprawiam ten sport odkąd skończyłem cztery lata i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Okej, miałem kontuzję, nie grałem, później na boisku też mi nie szło, ale nawet nie przyszło mi do głowy, by w cokolwiek wątpić. 

     

    - Z czego wynikały Twoje problemy? W Primaverze w ogóle nie mogłeś się wstrzelić, z kolei w Viareggio trafiałeś sześciokrotnie w sześciu meczach. 

    - Nie mam pojęcia. Na początku prawie każdy mecz grałem po 90 minut, ale nie mogłem strzelić gola. Było mi bardzo trudno, walczyłem, ale koniec końców stało się to co nieuniknione – wylądowałem na ławce. Mocno pracowałem żeby to zmienić, jednak zaraz dostałem kontuzji, więc trudno było mi wrócić. Mimo to nie poddawałem się.

     

     

    - Co myśli sobie napastnik, który nie może zdobyć bramki?

    - Przede wszystkim tracisz wtedy pewność siebie, bo im dłużej nie możesz trafić, tym bardziej jesteś nerwowy. Wiedziałem jednak, że jeśli będę pracował ciężko, to w końcu mi się uda. No i trenowałem, walczyłem, aż na tym Viareggio odpaliło wszystko. 

     

    - W takim razie co się zmieniło, że zacząłeś tam strzelać mecz za meczem?

    - Dostałem szansę po czterech miesiącach i wykorzystałem ją. Wszedłem na boisko, strzeliłem dwa gole i od razu zyskałem tę pewność siebie, o której mówiłem. I potem znowu gramy mecz, a ja znowu strzelam, cały czas zyskując coraz więcej pewności.

     

    - Tam było super, ale potem znów zaczęła się Primavera, a Ty znów zacząłeś mieć problemy ze strzelaniem. Skąd się to brało?

    - Też chciałbym to wiedzieć (śmiech). W życiu jest tak, że czasami się udaje, a czasami nie.

     

    - Powrót do Polski był dla Ciebie wytchnieniem?

    - Nie nazwałbym tak tego. Może w aspekcie piłkarskim rzeczywiście nie zrobiłem niczego wielkiego, bo we Włoszech nie trafiałem za często, ale ten rok na pewno mi pomógł. Miałem dużo treningów z pierwszą drużyną, więc uczyli mnie znakomici piłkarze. Ponadto usamodzielniłem się i zaznałem trochę dorosłości. 

     

     

    - Kiedy przychodziłeś do Włoch kibice w Chorwacji nazywali Cię „nowym Mandżukiciem”. Stanięcie z nim oko w oko było chyba dla Ciebie szczególnym wydarzeniem?

    - Spełniłem swoje marzenie. Czułem się wtedy jak prawdziwy piłkarz, miałem takie poczucie, że coś osiągnąłem. Jasne, jestem na początku swojej drogi, nic wielkiego nie zrobiłem, ale kiedy w wieku siedemnastu lat trenowałem z moim idolem, to rzeczywiście odczułem dumę. Miałem takie poczucie, że idę w dobrym kierunku. 

     

    - Każdy ma jakiegoś idola, ale nie znam nikogo, kto zrobiłby sobie dokładnie taki tatuaż jak on.

    - (Śmiech). Kiedy Mario zrobił sobie taki tatuaż, od razu mi się to spodobało i postanowiłem zrobić sobie identyczny wzór. Sporo osób pyta mnie o te cztery asy na przedramieniu, niektórzy myśleli nawet, że to ma coś wspólnego z wizytami w kasynie, ale ja po prostu chciałem mieć taki tatuaż jak Mario Mandżukić.

     

    - Ale wiesz, że on ma ich jeszcze trochę?

    - Na razie wystarczy mi jeden (śmiech).

     

    - Tak czy inaczej Mandżukić to nie Twój jedyny idol z jakim pracowałeś. Pamiętasz jak w Zagrzebiu chodziłeś na mecze Eduardo da Silvy?

    - To był chyba 2006 rok, a ja byłem na swoim pierwszym meczu w życiu. Eduardo grał wtedy w Dinamie i był tam największą gwiazdą. Wszyscy dookoła się nim zachwycali, a w jego grze było coś niesamowitego. Nigdy bym nie uwierzył, że kiedyś zagram z nim w jednym klubie.

     

     

    - Uczeń przerósł mistrza? Jakby nie patrzeć, w Legii wygrałeś z Eduardo rywalizację o miejsce w składzie.

    - Trzeba pamiętać o tym, że on ma teraz problemy ze zdrowiem. Nadal jednak bardzo dużo się od niego uczę. Na treningach wszystko przychodzi mu bardzo łatwo, czasem robi z piłką rzeczy, które są dla mnie nieprawdopodobne. Pytam go jak to w ogóle jest możliwe, a on tłumaczy, że to kwestia doświadczenia. Każe mi być cierpliwym i robić swoje, więc słucham go i pracuję cały czas.

     

    - Gol w ekstraklasie, decydujący rzut karny w Pucharze Polski, trenowanie ramię w ramię ze swoimi idolami. Możesz o sobie powiedzieć: jestem dorosłym facetem?

    - Chyba nie. Na razie jestem najmłodszy w składzie i w wielu sytuacjach jestem jeszcze dzieciakiem.

     

    - To cieszę się, że nie odlatujesz, bo koledzy z drużyny mówią to samo. Podobno kiedy zgubiłeś paszport na lotnisku wcale nie przejąłeś się jego brakiem, tylko tym, że mama Cię za to zabije.

    - Tak było! Wiedziałem, że jeśli go nie znajdę, to będę miał przez to całą masę problemów, z moją mamą na czele. Musiałbym wtedy jechać do Chorwacji specjalnie po to, żeby wyrobić sobie nowy dokument, a na to nie było czasu. Klub znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, odpadliśmy z europejskich pucharów, przyszedł nowy trener. Wiedziałem, że jeśli go nie znajdę, to pojawi się całe mnóstwo komplikacji.

     

    - Po odpadnięciu z pucharów one i tak się pojawiły.

    - Było to dla mnie coś zupełnie nowego, nigdy w życiu nie miałem takiej sytuacji, bo tak naprawdę to mój pierwszy poważny sezon. Było nam trudno, ale podnieśliśmy się. Każdy młody zawodnik musi przeżyć takie momenty, bo z pewnością nabiera dzięki nim doświadczenia. 

     

     

    - Teraz chyba odżyliście. Dostałeś szansę Ty, zupełnie odrodził się Dominik Nagy. W jaki sposób trener zdołał tak odmienić drużynę?

    - Nie wiem co zmieniło się w przypadku innych chłopaków, ja mogę mu tylko podziękować za każdą minutę spędzoną na boisku, bo dzięki nim nabieram doświadczenia. Trener podejmuje decyzje, my musimy robić swoje. 

     

    - Tobie chyba nieźle to idzie. Twoja reakcja po bramce w Białymstoku, gdy od razu pobiegłeś z piłką na środek boiska, sporo mówi chyba o Twoim charakterze. 

    - My jesteśmy Legią, a Legia chce wygrywać każdy mecz. Trzy mistrzostwa z rzędu nie są przypadkiem, teraz chcemy zrobić to po raz czwarty. Naturalne więc, że od razu ruszyłem z piłką do środka. 

     

    - W Gliwicach długo Ci się szło ze środka boiska do punktu karnego?

    - Muszę być szczery i powiedzieć, że tak. Byłem jednak pewny siebie, a trener powiedział, że mi ufa, co bardzo mi pomogło. 

     

    - Jaka była Twoja ostatnia myśl przed oddaniem strzału?

    - Nie mam pojęcia, naprawdę nie pamiętam tamtego momentu (śmiech). Na pewno się bałem, bo to był pierwszy poważny karny w moim życiu, poza tym decydował o tym czy awansujemy czy nie. Na całe szczęście byłem skoncentrowany do końca i wytrzymałem ciśnienie, dzięki czemu pomogłem drużynie. 

     

     

    - Zgłosiłeś się sam, czy wyznaczył Cię trener?

    - Po treningach często zostaję z Michałem Kucharczykiem i razem trenujemy rzuty karne. Przed konkursem „jedenastek” trener podszedł do mnie i zapytał, czy jestem gotowy. Powiedziałem, że tak i usłyszałem tylko: „Zrób to jak na treningu”. No i udało mi się.

     

    - Kiedy miałeś większe problemy z zaśnięciem – po meczu z Jagiellonią czy Piastem?

    - Z Jagiellonią, wtedy w ogóle nie spałem (śmiech). No, może zdrzemnąłem się na jakieś półtorej godziny. To był wieczór, którego nigdy w życiu nie zapomnę. Mam nadzieję, że takich wieczorów jeszcze dużo przede mną.


  • Rezerwy: Zwycięstwo Legii II z liderem


    Rezerwy Legii Warszawa pokonały lidera rozgrywek III ligi, drużynę Sokoła Aleksandrów Łódzki 2:0. Bramki dla stołecznej drużyny zdobyli Michał Bajdur oraz Mateusz Praszelik. Na boisku pojawiło się trzech zawodników z pierwszego zespołu: William Remy, Chris Philipps, a także Jarosław Niezgoda.

    Spotkanie w Aleksandrowie Łódzkim nie było piękne dla oka, z obu stron brakowało sytuacji w ofensywie. Najbliższy bramki dla stołecznej drużyny był Radosław Pruchnik, który oddał strzał z rzutu wolnego. Piłka minimalnie minęła bramkę. Odpowiedzią gospodarzy była próba Dawida Cempy, byłego legionisty. Napastnik Sokoła uderzył z dystansu, ale na posterunku był Cezary Miszta. Skutecznie funkcjonowała warszawska defensywa, w której bardzo dobrze spisywał się William Remy. Francuz regularnie notował dobre interwencje, ale potrafił podłączać się także do akcji ofensywnych. Do przerwy był jednak bezbramkowy remis. 

     

    W drugiej połowie legioniści prezentowali się lepiej, a w 52. minucie objęli prowadzenie. Akcja warszawian rozpoczęła się od Jarosława Niezgody, który pokazał szybkość mijając rywala. Piłka trafiła do wprowadzonego po przerwie Praszelika, a ten błyskawicznie zagrał do Michała Bajdura. Skrzydłowy oddał pewny strzał w sytuacji sam na sam i wyprowadził Wojskowych na prowadzenie. Miejscowi starali się odpowiedzieć, lecz mimo wielu dośrodkowań ze stałych fragmentów gry, Sokół nie był w stanie wykreować sobie dobrej okazji. Najbliżej po jednym z dograń był Aleksander Ślęzak, ale zabrakło precyzji i piłka poszybowała ponad poprzeczką. 

     

    Legioniści stawiali na szybkie ataki. Do akcji ofensywnych skutecznie podłączał się Remy. Po jednej z jego akcji, niezła szansę miał Cichocki, któremu zabrakło skuteczności. Francuz ostatecznie przyczynił się do drugiego gola dla warszawian. Stoper uderzył z rzutu wolnego, bramkarz miejscowych odbił piłkę przed siebie, a skuteczną dobitką popisał się Mateusz Praszelik. Było 2:0 i do końca spotkania legioniści kontrolowali przebieg rywalizacji. Legia II pokonała faworyzowanego lidera 2:0. Piłkarzom Piotra Kobiereckiego pozostały w tym roku jeszcze do rozegrania dwa spotkania.

     

    Sokół Aleksandrów Łódzki - Legia II Warszawa 0:2 (0:0)

     

    Bramki: Bajdur (52), Praszelik (73)

     

    Legia II: Miszta - Leleno, Remy, Brodziński, Matuszewski - Bajdur (82' Cichocki), Philipps, Karbownik, Pruchnik, Shapiro-Thompson (46' Praszelik) - Niezgoda (84' Rosołek).


  • CLJ U18: Porażka z liderem w Kielcach


    W spotkaniu 15. kolejki Centralnej Ligi Juniorów U18 zespół Legii Warszawa przegrał na wyjeździe z liderem tabeli, Koroną Kielce 0:1 (0:1).

    Korona bardzo dobrze rozpoczęła to spotkanie. Już po 20 sekundach gry mogła prowadzić, świetną paradą popisał się jednak bramkarz Legii. Gospodarze od początku podchodzili do rywala wysokim, agresywnym pressingiem, stwarzali sobie sytuację za sytuacją. Na bohatera Wojskowych wyrastał golkiper, Gabriel Kobylak, który kilkukrotnie swoimi interwencjami ratował legionistów. Przyjezdni grali bardzo nerwowo, słabo prezentowali się w defensywie. Korona wygrywała również walkę o środek pola. W zespole Marka Saganowskiego, oprócz Kobylaka, wyróżniał się głównie Bartłomiej Ciepiela. Jego dwa podania do Mateusza Szweda stworzyły skrzydłowemu bardzo dobre okazje, ale dwukrotnie piłka po jego strzale przeleciała nad poprzeczką. Kielczanie ostrzeliwali bramkę Legii, wywalczali też sporo stałych fragmentów gry. Gracze gości notowali sporo strat, niedokładnych podań. Gra toczyła się głównie na połowie Legii i kwestią czasu było wyjście na prowadzenie przez zawodników trenera Mierzwy. W 33. minucie legioniści nie zaasekurowali na przedpolu Oskara Sewerzyńskiego, a ten mocnym uderzeniem pokonał Kobylaka. Po wyjściu na prowadzenie, Korona od razu chciała pójść za ciosem. Stwarzała sobie kolejne okazje pod bramką Legii, ale brakowało skuteczności. Tuż przed końcem mogła paść bramka na 2:0, ale metr przed linią bramkową futbolówkę zmierzającą do siatki wybił Michał Gładysz. Goście w pierwszej części meczu nie istnieli i zasłużenie schodzili do szatni przegrywając 0:1.

     

    Od początku drugiej połowy legioniści prezentowali się zupełnie inaczej, niż przez pierwsze czterdzieści pięć minut. Agresywny pressing, próba przejęcia kontroli nad meczem, kolejne dobre sytuacje do wyrównania. Zmiany, które przeprowadził Marek Saganowski dały oczekiwany efekt. Przyjezdni przeważali, dłużej utrzymywali się przy piłce. Odbierali futbolówkę rywalowi, zagrywali w pole karne, ale zazwyczaj nie udawało się oddać strzału – w kluczowych fazach podania brakowało precyzji. Korona w drugiej połowie nie wyglądała już tak imponująco, coraz rzadziej stosowali wysoki pressing, kreowali sobie mniej okazji pod polem karnym Wojskowych. Legia napierała, próbowała skrzydłami, środkiem, ale wynik nie ulegał zmianie. Im bliżej końca meczu, tym coraz większe nerwy towarzyszyły graczom gości. Nie brakowało walki i determinacji, za mało było jednak konkretów. Gospodarze utrzymali rezultat do końca, odnosząc tym samym dziesiąte zwycięstwo w tym sezonie i umacniając się na pozycji lidera CLJ. Dla Legii była to piąta porażka w rozgrywkach 2018/2019.

     

    W następnej serii gier legioniści zmierzą się na własnym boisku z Motorem Lubin. Spotkanie zostanie rozegrane w Strefie Sportu Rembertów w sobotę, 17 listopada. Początek o godzinie 14:00.

     

    15. kolejka CLJ U18:

     

    Korona Kielce - Legia Warszawa 1:0 (1:0)

     

    Bramka: Oskar Sewerzyński 33'

     

    Skład Legii: Gabriel Kobylak (B) – Nikodem Niski (46. Dawid Wach), Jan Goliński, Michał Gładysz (46. Dawid Olejarka), Mateusz Grudziński – Łukasz Łakomy (85. Mateusz Misiak), Filip Czach – Mateusz Leszczuk (72. Mateusz Lisowski), Bartłomiej Ciepiela, Mateusz Szwed – Łukasz Zjawiński

     

    Trener: Marek Saganowski

    II trener: Tomasz Sokołowski

     

    ***

     

    Wspieramy lokalne drużyny!

     

    Mateusz Grudziński trafił do APLW w wieku 16 lat z MKS Mazovia Mińsk Mazowiecki

    Michał Gładysz w wieku 12 lat z SEMP-a Ursynów

    Nikodem Niski w wieku 14 lat z Huraganu Wołomin

    Dawid Olejarka w wieku 17 lat z Escoli Varsovi

    Jan Goliński trenuje w Legii od 8. roku życia


  • Rezerwy: Zapowiedź meczu z Sokołem Aleksandrów Łódzki


    W sobotę, 10 października o godzinie 13:00, piłkarze rezerw warszawskiej Legii zmierzą się na wyjeździe z liderem rozgrywek III ligi - Sokołem Aleksandrów Łódzki. Na boisku może pojawić się trzech zawodników z pierwszego zespołu, którzy wracają do gry po przebytych kontuzjach. Mowa o Williamie Remym, Chrisie Philippsie oraz Jarosławie Niezgodzie.

    W poprzedniej kolejce legioniści przegrali z zaskakująco dobrze punktującym beniaminkiem rozgrywek, Unią Skierniewice 0:1. Niespodzianki nie było w spotkaniu Sokoła Aleksandrów Łódzki z Victorią Sulejówek. Najbliższy rywal legionistów wygrał 1:0 po bramce Dominika Pecyny.

     

    Warszawinie po 15. kolejkach plasują się na dziewiątej lokacie z dorobkiem 21 punktów. Legioniści do liderującego Sokoła tracą siedemnaście „oczek”. Drużyna z Aleksandrowa Łódzkiego zdecydowanie prowadzi w lidze, a w tym sezonie przegrała zaledwie raz. Domowy bilans piłkarzy trenera Sławomira Majaka, to sześć wygraych i jeden remis. W kadrze zielono-białych znajduje się kilku zawodników znanych z gry na wyższym pozioime. W tym gronie znajdują się m.in.: Bartosz Kaniecki, Artur Gieraga czy Karol Żwir. W składzie Sokoła jest również były legionista, Dawid Cempa. Napastnik występował przy Łazienkowskiej w latach 2007-2009 w drużynie z Młodej Ekstraklasy. 

     

    Trener Legii Piotr Kobierecki nie ma większych problemów kadrowych. Wciąż pauzują ci, którzy z kłopotami zdrowotnymi zmagają się od dawna, a mowa o Aleksandrze Wańku i Bartoszu Rymku. Wciąż w trakcie rehabilitacji jest także Krzysztof Mączyński. W Aleksandrowie Łódzkim na boisku może pojawić się trzech zawodników z pierwszego zespołu, którzy dochodzą do pełni formy po przebytych urazach - William Remy, Chris Philipps oraz Jarosław Niezgoda. 

     

    Spotkanie rozpocznie się o godzinie 13:00 na stadionie im. Włodzimierza Smolarka w Aleksandrowie Łódzkim.

     

    Kadra Legii na mecz z Sokołem: 

     

    Bramkarze: Cezary Miszta, Jakub Ojrzyński;

    Obrońcy: Bartosz Brodziński, William Remy, Mateusz Bondarenko, Mateusz Leleno, Konrad Matuszewski, Oskar Wojtysiak;

    Pomocnicy: Radosław Pruchnik, Chris Philipps, Grzegorz Aftyka, Amos Shapiro-Thompson, Mateusz Praszelik, Michał Karbownik, Michał Bajdur, Piotr Cichocki;

    Napastnicy: Jarosław Niezgoda, Maciej Rosołek. 


  • Martins: W następnych meczach będziemy wyglądać lepiej


    - Wiedzieliśmy przed meczem, że Pogoń to mocna drużyna, która ma akurat dobry czas. Z ostatnich pięciu meczów wygrała cztery, wiedzieliśmy, że bardzo dobrze się bronią. To nie było dla nas łatwe spotkanie, ale próbowaliśmy wygrać - powiedział strzelec jedynego gola dla Legii, Portugalczyk Andre Martins.

    - W pierwszej połowie na boisku było wiele walki, Pogoń nie była od nas lepsza. W drugiej części gry przeciwnicy strzelili bardzo ładnego gola. Staraliśmy się doprowadzić do remisu, ale to nam się nie udało. Taki jest futbol, ale to tylko jeden mecz i jestem pewien, że w następnych spotkaniach będziemy wyglądać lepiej.
    - To prawda, nie zaczęliśmy meczu tak, jakbyśmy chcieli. Jednak w ostatnich piętnastu minutach pierwszej połowy wyglądaliśmy już lepiej. Również drugą połowę Pogoń rozpoczęła lepiej. W ostatnich meczach początki były bardzo dobre w naszym wykonaniu. Chcemy lepiej wchodzić lepiej w mecz, ale taki jest futbol, graliśmy z mocną drużyną i czasem lepiej udaje się to przeciwnikowi. Musimy wyciągnąć wnioski z naszych błędów, mamy co poprawiać i jestem pewien, że w następnym meczu będziemy wyglądać lepiej.

     

     


  • Skrót i bramki z meczu Pogoń - Legia


    W ostatniej, 15. kolejce jesiennej LOTTO Ekstraklasy, legioniści ulegli w Szczecinie tamtejszej Pogoni 1:2. Jedynego gola dla Wojskowych strzelił portugalski pomocnik Andre Martins. Po przerwie reprezentacyjnej rozpocznie się rewanżowa runda kampanii ligowej 2018/19. Zapraszamy do obejrzenia bramek i skrótu z piątkowego spotkania.

    1:0 Drygas (12'):

     

     

    2:0 Kozuj (75'):

     

     

    2:1 Martins (90+2'):

     


    Skrót meczu:

     


  • Szymański: Jestem pewny, że ustabilizujemy formę


    - Nie jesteśmy dziś zadowoleni z wyniku. Chcieliśmy, żeby ten mecz wyglądał inaczej, chcieliśmy go wygrać. Czy gramy u siebie czy na wyjeździe, zawsze gramy z zamiarem zwycięstwa. Dziś ta gra nie wyglądała tak, jak byśmy tego chcieli, ale były też momenty, kiedy graliśmy dobrze w piłkę - powiedział po zakończeniu meczu w Szczecinie pomocnik Legii, Sebastian Szymański.

    - Musimy cały czas ciężko pracować, a bramki, które dziś straciliśmy dokładnie przeanalizować, żeby w kolejnych spotkaniach to się nie powtórzyło. Pogoń grała dziś fajnie w piłkę, tak samo jak my w niektórych fragmentach spotkania. Gospodarze wykorzystali to co mieli, my natomiast nie potrafiliśmy stworzyć dogodnej sytuacji do strzelenia gola. Może gdybyśmy zdobyli wcześniej bramkę na 1:2, inaczej by się to wszystko potoczyło.

     

    - Nie ma co jednak gdybać, musimy wrócić do Warszawy i ciężko pracować, żeby ta forma była wyższa. Nie możemy się załamywać, musimy cały czas iść do przodu, bo wiadomo, że do końca sezonu jeszcze możemy się gdzieś potknąć, ale chcemy jak najszybciej wyjść na prowadzenie i dotrwać tam do końca sezonu. 

     

    - Zawsze musi przyjść ten gorszy dzień. Czy to w zremisowanym spotkaniu z Wisłą, czy w meczu z Górnikiem, graliśmy naprawdę dobrą piłkę. Musimy być bardziej odpowiedzialni w naszej grze, tracić mniej, a strzelać więcej. Jestem pewny, że ustabilizujemy naszą formę.


  • Oddaj swój głos na ten kanał





    Wybierz ocene